O nas

Od Autora

Pasja do motocykli towarzyszy mi przez całe życie. To historia, którą buduję każdego dnia. Moja droga jako motocyklisty zaczęła się od pasjonata, przez instruktora nauki jazdy po zawodnika, aż po tytuł drugiego wicemistrza Pucharu Polski. Ta pasja  –  to coś więcej niż hobby,  to styl życia, który daje mi motywację do działania.

„Pierwszy własny jednoślad” 

Moje pierwsze doświadczenie na własnym sprzęcie rozpoczęło się w 1984 roku, kiedy ja zakupiłem swój pierwszy jednoślad „Romet Kadet”. Były to czasy PRL.  Pamiętam, jako uczeń szkoły podstawowej, poszedłem do sklepu ”artykuły przemysłowe” i zakupiłem za gotówkę nowy sprzęt ”Romet Kadet”.

Był to prezent od mojej babci. W tamtych czasach taki sprzęt spełniał funkcję uniwersalną. Jeździło się nim po ulicy, lasach i innych drogach nieutwardzonych.

„ Doświadczenie z większym motocyklem”

Moja radość nie trwała zbyt długo. Po 2 latach zachciałem czegoś mocniejszego i większego, więc postanowiłem zakupić WSK 125. Byłem zbyt młody, aby iść na kurs prawa jazdy, więc większość moich wypadów motocyklem to były lasy i drogi polne.

Patrząc na to dzisiaj, uważam, że to była dobra nauka jazdy po nieutwardzonej nawierzchni, która pozwoliła mi na zdobycie doświadczenia i dała mi całkiem niezłą frajdę z jazdy.

„Legenda tamtych czasów”

Jeden z moich znajomych miał motocykl CZ 350 i dał mi się przejechać. Pamiętam z jakim respektem podszedłem do tego motocykla, ponieważ nie jeździłem wcześniej tak ciężkim i dużym motocyklem. Jechałem 50 km/h i po przejechaniu około 4 km postanowiłem zawrócić i zatrzymałem motocykl na poboczu.

Pomyślałem, że chciałbym, chociaż odrobinę poczuć tę moc i postanowiłem ruszyć z lekkim zrywem, aby koło zabuksowało. Mając świadomość, że jest to motocykl o dużej mocy, lekko odkręciłem manetkę gazu i strzeliłem ze sprzęgła, motocykl zgasł, zbyt mało odkręciłem gazu.  Kolejna próba – odkręciłem manetkę gazu bardziej żwawo i koło zaczęło buksować na poboczu, gdzie był piach, nogi spoczywały na ziemi.

Kiedy motocykl zaczął przesuwać się do przodu, usiadłem na siedzeniu, a tylne koło w tym momencie wjechało na asfalt  i motocykl zrobił wheeling, co nie było moim zamiarem. Kiedy koło przednie opadło na ziemie, odkręciłem manetkę gazu do oporu i zmieniałem biegi i spojrzałem na licznik było 125 km/h.  W tamtym czasach to już była dość duża prędkość.

 Po zejściu z motocykla ręce i nogi ”trzęsły mi się jak galareta”. Frajda z jazdy była tak duża, że postanowiłem zakupić taki motocykl. Wkrótce stałem się posiadaczem motocykla CZ 350. Zakupu dokonałem jeszcze nie mając prawa jazdy, ponieważ muszę przyznać, że pokusa była zbyt wielka, aby czekać na zdanie egzaminu. Zapisałem się na kurs, a motocykl odstawiłem do garażu znajomych w innej miejscowości, aby mnie nie kusiło wyjechać przed ukończeniem kursu.

Po zdaniu egzaminu na prawo jazdy rozpocząłem swoją przygodę legalnego poruszania się po drogach publicznych. Po 2 latach zakupiłem kolejny motocykl, które wtedy wchodził na rynek jako nowość najmocniejszy i najszybszy dostępny na rynku – Jawa TS 350.

„Przerwa pełna tęsknoty”

Moja przygoda jako właściciela motocykla zakończyła się w roku 1992 (od czasu do czasu jeździłem na pożyczonych motocyklach).

„Powrót do gry”

Ponownie rozpocząłem myśleć o motocyklu w 2007, kiedy to większość moich znajomych zakupiła sobie motocykle typu Yamaha, Suzuki itp. Byłem nastawiony dość negatywnie ze względu, ze znałem swoje upodobania do odkręcania manetki gazu wiedziałem ,że motocykle na których ja jeździłem ,a te które były dostępne w 2007 roku dzieliła przepaść pod każdym względem. Byłem przekonany ,że aby sprawiało mi to frajdę to mogę chcieć jeździć z prędkością 200 km/h.

Zastanawiałem się, jaki motocykl mógłby sprawiać ,abym miał frajdę z jazdy przy mniejszych prędkościach i zwróciłem swoje zainteresowania w kierunku Enduro/cross, ponieważ uznałem że prędkości nie są tak duże i można mieć frajdę jeździć po bezdrożach. Nadarzyła się okazja i znajomy sprzedawał Suzuki Freewind 650 i ja postanowił go zakupić

Pamiętam swoje początki, z jazdy nie były łatwe po 15 latach przerwy i mając opony typu ”kostki” więc zakręty pokonywałem na ”kwadratowo”  Po drodze nieutwardzonej szło mi lepiej. Pewnego razu jechałem ulicą w mieście i w zakręt wszedłem zbyt dużą prędkością w stosunku do moich umiejętności i poczułem jak mnie wynosi na tory tramwajowe i tylko czekałem, kiedy się wywrócę.  Jakoś udało mi się nie zaliczyć ”gleby” i uznałem że przekroczyłem prędkość.

Po tym wydarzeniu uznałem że chciałbym w przyszłości unikać takiej sytuacji. Poszukałem szkoły doskonalenia techniki jazdy motocyklem. Szkolenie to było 1 dniowe i odbywało się na torze ul. Rakietowa we Wrocławiu. Szkolenie to dało mi bardzo wiele zmienił się mój styl jazdy motocyklem ,patrząc z perspektywy czasu miałem doświadczenie w jeździe ,ale brakowało mi fachowej wiedzy. Połączenie wiedzy i doświadczenia w całość daje efekty. Już na szkoleniu pokonując łuki przycierałem butem o asfalt. Po tym szkoleniu stałem się innym motocyklistą, czyli bardziej świadomym, jak moje działania wpływają na płynność jazdy, co należy zrobić ,aby bardziej panować na motocyklem w różnych sytuacjach. Po ukończeniu tego szkolenia byłem ,tak zadowolony że promowałem szkołę pośród swoich kolegów zachęcając ich jak wiele daje szkolenie jak pozytywnie wpłynie to na ich umiejętności jazdy.

Od tamtego czasu zrozumiałem, jak ważnym elementem jest wiedza i jeśli się ją połączy z doświadczeniem ,wtedy stajesz się lepszym i bardziej bezpiecznym motocyklistą. Szukałem różnej dostępnej literatury na ten temat i zacząłem ją zgłębiać ,a następnie wprowadzać w życie podczas mojej jazdy. W międzyczasie nabyłem kolejny motocykl FZ6.

 

„Pierwsze kroki na torze”

Po wypadku i rozbiciu swojego FZ6, postanowiłem sprawdzić, czy wypadek wpłynął na mnie w taki sposób, że będę jeździł niezgodnie z techniką jazdy. Pożyczałem motocykle od znajomych i sprawdziłem, czy jest strach, czy frajda ?         Była frajda, więc zacząłem poszukiwać kolejnego motocykla. Testując różne motocykle doszedłem do wniosku, że poprzedni motocykl spełniał moje oczekiwania, więc zakupiłem kolejnego FZ6.

Kolejne kursy i szkolenia techniki jazdy motocyklem uznałem za mój obowiązek ,tak więc 3 razy już uczestniczyłem w różnych kursach w tej samej szkole. Dodatkowo Speed Day na torze Poznań, wyjazdy na tor Stary Kisielin itp.

„Przygoda z Enduro”

Jako pasjonat motocykli, każda chwila spędzona na motocyklu to dla mnie czas czystej przyjemności i przygody.

Kiedy zdecydowałem się na zakup innego motocykla, Suzuki TS250 w wersji Enduro, rozpoznam, że wracamy do swoich korzeni. Jazda po bezdrożach od razu przypomniała mi dawne czasy, gdy przemierzałem teren na WSK125. Te wspomnienia ożyły, a ja poczułem, że znów jestem w swoim życiu. Im więcej jeździłem, tym bardziej mnie wciągało – każda przeszkoda, każde nowe wyzwanie sprawiało, że czułem się jeszcze bardziej zadowolony.

Pojawiły się nowe wyzwania jak pokonać zwalone drzewo na drodze, jak przeskoczyć przez rów, jazda w piachu, itp. Pewne elementy zacząłem sam ćwiczyć, ale wiedziałem już, że aby wejść na wyższy   poziom szybciej i bezpieczniej to muszę skorzystać ze szkolenia w tym zakresie.                                                                      

Jak pomyślałem tak zrobiłem. Uczestniczyłem w rożnego rodzaju szkoleniach Enduro i na motocyklu Trialowym.   

Był to czas kiedy więcej jeździłem w terenie niż na asfalcie. Jazda w terenie jest bardziej zróżnicowana i wymaga nauczenie więcej technik niż w jeździe po ulicy, a przynajmniej ja tak uważam (podłoże piach, trawa, kamienie, błoto, kamienie, asfalt i to wszystko w wersji na sucho lub w deszczu). Jeżdżąc w terenie uślizgi koła są czymś normalnym, czyli zdarza się dość często czyli przyzwyczajasz się jak zachowuje się motocykl w takich sytuacjach, natomiast uślizgi na asfalcie zdarzają się rzadziej i kiedy się pojawią, powodują strach.

Uważam, że pewne elementy techniczne w terenie pomagaj w jeździe na asfalcie, ale dla mnie ważniejsza była frajda z jazdy.

„Dzielenie się pasją z innym”

Uczestnicząc w wielu szkoleniach z technik jazdy motocyklem na asfalcie i terenie zobaczyłem o ile moja jazda może być bezpieczniejsza i dawać jeszcze większą frajdę z jazdy.

Ja chciałem, aby moi koledzy i koleżanki motocykliści doświadczyli tego samego co ja, czyli, że jazda motocyklem może być jeszcze większym zadowoleniem.

Widząc i oglądając różnego rodzaju wypadki motocyklowe, zaobserwowałem ze większość z tych wypadków można byłoby unikać, tylko brakowało odpowiedniej technik jazdy. Kiedyś panowało przekonanie ze jazda motocyklem jest niebezpieczna, być można nadal jest takie przekonanie. Dla mnie niebezpieczna jest jazda jeśli nie wiem jak działa motocykl. Brak wiedzy i odpowiedniego szkolenia jest niebezpieczny.

Pomyślałem, czy ja mogę coś zrobić dla innych motocyklistów, aby ich jazda stała się bardziej bezpieczna, więc organizowałem darmowe szkolenia z technik jazdy dla wszystkich chętnych.

 Myślałem jak mogę dotrzeć do jeszcze większej liczby motocyklistów nawet tych, którzy są oddaleni bardzo daleko od miejsca, gdzie ja mieszkam, więc narodził się pomysł, aby nawiązać współpracę z gazetą motocyklowa wydawaną na ternie Polski. W wyniku moich działań nawiązałem współpracę z „Świat Motocykli” dla którego napisałem 12 artykułów związanych z techniką jazdy, dzięki zasięgowi na całą Polskę mogłem dotrzeć do większej ilości osób.

Moją misją było „skoro ja ma frajdę z jazdy to inni też chcę, aby mieli taką samą”.

„Pasja i profesjonalizm w jednym”

Zawsze marzyłem, aby moja pasja stała się czymś więcej. Zadałem sobie pytanie, czy można połączyć pracę i hobby?

Tak narodził się pomysł na stworzenie firmy MUJAR, której fundamentem jest pasja i marzenia właściciela, pokazanie, że praca może być jednocześnie pasją.

Jednym z motywatorów był mój przyjaciel, który, zdecydował, że zrezygnuje z pracy w korporacji i zmieni hobby w pracę (został pilotem samolotów pasażerskich nie mając doświadczenia, z wykształcenia lekarz). Ograniczenie są tylko w twojej głowie jeśli poradzisz sobie z nimi reszta będzie już łatwiejsza.

Wiedziałem, że bardzo ważnym aspektem w szkoleniu innych są mocne podstawy, które to są właściwą drogą prowadząca do dlaczego rozwoju. Praca z osobami, które chcą rozpocząć swoją przygodę z jazdą motocyklem rozpoczyna od kursu prawo jazdy.

Zdecydowałem, że chcę mieć możliwość uczenia osób, które rozpoczynają kurs prawo jazdy, więc uzyskałem uprawnienia instruktora.

Aktualnie prowadzę kurs na prawo jazdy, szkolenia z doskonalenia techniki jazdy, wyjazdy motocyklowe. Dzisiaj każdy dzień jest dla mnie przygodą i cieszę się, że mogę jeździć motocyklem, dzieląc się swoją wiedzą i doświadczenie z innymi motocyklistami.

Postępy i sukcesy moich uczniów są moimi sukcesami.

„Pierwsze kroki w zawodach motocyklowych”

Zrobiłem krótkie podsumowanie, co już umiem, co mogę zrobić jeszcze odnośnie swojego rozwoju jako motocyklisty. W głowie pojawił się szalony pomysł zdobycie licencji zawodnika sportów motocyklowych.

Jak pomyślałem tak zrobiłem, badania lekarskie, egzamin teoretyczny, udział w zawodach, otrzymanie licencji. Pamiętam jak jechałem na zawody przygotowany motocykl, wszystko przygotowane.  Miałem nadzieje, że nie będzie padało, ponieważ jazda w deszczu nie jest moja mocną stroną. Oczywiście w trakcie zawodów była ulewa. Na torze było tak dużo wody, że organizatorzy zrezygnowali z jej usunięcia.

Kiedy przejeżdżałem przez zakręty to była jedna wielka kałuża, po jej przejechaniu  byłem mokry jakbym wskoczył do basenu. Zawody ukończyłem otrzymałem licencję zawodnika sportów motocyklowych.

„Sezon pełen sukcesów”

Zdecydowałem się, że będę kontynuował swój udział w zawodach w kolejnym sezonie. Postanowiłem, że chcę mieć możliwość lepszego przygotowania się. Swoje przygotowania rozpocząłem od treningów pod okiem instruktora. Jeśli chcesz coś osiągnąć to najlepiej korzystać z rad osób, którzy już osiągnęli to, co Ty chcesz osiągnąć, wiec tak zrobiłem.

Miałem możliwość trenować z osobami takimi jak Adrian Soja, Mistrz Polski 2023 i 2024, Oscar Kubicki, instruktor sportowej jazdy, utytułowany zawodnik, Daniel Blin zdobywca mistrzostwo Niemiec IDM Supersport 300.

Trenowanie z różnymi trenerami, może być i zaleta jak i wadą. W moich przypadku jest zaletą, ponieważ sam trenuje innych więc miałem możliwość zobaczenie różnych sposobów podejścia, jak również każdy wniósł różne elementy. Ja uważam, że korzystanie z trenera jest zawsze korzystne (szybciej, taniej, bezpieczniej) osiągniesz zamierzony cel.

Przyjechałem na zawody dzień wcześniej, aby mieć możliwość potrenowania na torze przed zawodami z innymi zawodnikami. Podczas treningów maiłem wywrotkę, próbowałem wyprzedzić innego zawodnika. Wywrotka spowodowała uszkodzenie motocykla i straszny ból żeber. Tego dnia postanowiłem zakończyć trening, aby nie powodować kolejnej gleby, którą mogła by wyeliminować mnie z zawodów. Po 2 h odpoczynku adrenalina opadła i czułem ból żeber jak i dreszcze a pogoda był upał 30 st, Mój kolega Mateusz, który dopingował mi i był ze mną po zakończeniu powiedział ze chyba wizyta na SOR. Ja powiedziałem daj mi trochę czasu jeśli będzie mi gorzej jedziemy na pogotowie. Na szczęście stan zdrowia nie uległ pogorszeniu, więc nie pojechał na pogotowie. Noc w hotelu był ciężka nie mogłem z bólu stać aby iść do WC, kolega pomagał mi wstać z łózka. Kolejny dzień zawody Puchar Polski  a ja zastanawiam się jak będę brał udział w kwalifikacjach z bólem. Wystartowałem w kwalifikacjach, ból żeber był tak duży, że nie mogłem oddychać po 1 kwalifikacjach. W kwalifikacji byłem na pozycji nr 2. Były obawy o 2 kwalifikacje, ze ból jest duży i kosztuje mnie to za dużo siły, jak również istnieje ryzyko gleby, a wtedy nie wezmę udziału w zawodach. Sprawdziłem regulamin zawodów, że wystarczy wynik tylko z 1 kwalifikacji i mogę brać udział w zawodach, więc poszedłem do biura zawodów, że nie będę jechał w 2 kwalifikacjach. Osoba z biura przekonywała mnie, aby pojechał w 2 kwalifikacjach, ponieważ w drugich osoby pojadą jeszcze szybciej i mogę stracić drugą pozycję startową, ale ja wiedziałem dlaczego nie chcę jechać. Zawody, kiedy hamowałem przed zakrętem czułem ból żeber, jak również brakowało mi tchu, ciężko oddychać z bólem żeber. Zawody ukończyłem na 3 miejscu. Kolejny dzień to zawody Mistrzostw Polski w których też brałem udział. Gdyby nie to, ze byłem umówiony z moim kolegą Adrianem zawodnikiem i kamerzystą, który miał nagrać relację zawodów z nami to był zrezygnował, ale powiedziałem musisz dotrzymać słowa, wiec tak zrobiłem.

 Udział w tym dniu kosztował mnie bardzo wiele wysiłku, doskwierał mi ból zebra i ciężko było oddychać, wiec mając na uwadze wystartowałem tak, aby dojechać. Zawody te była dla mnie bardzo udane 3 miejsce w Pucharze Polski, ale też pokazały mi, gdzie ciągle są obszary, które wymagaj poprawy. Muszę powiedzieć, ze po zawodach nie byłem przekonany, czy chcę uczestniczyć w kolejnych rundach, ale mój kolega Adrian bardzo mocno mnie motywował. Jego motywacja była tak mocna, ze postawiłem pojechać w kolejnej rundzie. Wspólne treningi z Adrianem przynosiły mi widoczne postępy w mojej jedzie. Postanowiłem wziąć udział w kolejnych szkoleniach jazdy sportowej pod okiem Daniel Blin. Było jeszcze kilka innych czynników, które pokazały mi ze udział w zawodach przynosi korzyści dla mnie jak również dla moich uczniów.

 Czułem, ze moje umiejętności przechodzą na wyższy poziom. Motywacja była więc, kontynuowałem swoje przygodę z zawodami. W kolejnych dwóch rundach zająłem 3 miejsce, w 4 rundzie byłem na urlopie, ale ilość zgromadzonych punktów pozwoliła mi na osiągnięcie II V-ce Mistrza Pucharu Polski.

Dla mnie to wielki sukces i pozytywna atmosfera jaka panuje podczas zawodów powoduje ze mi się chce w tym uczestniczyć. Mam zamiar w kolejnym sezonie ponownie wystartować w zawodach. Plan treningowy jest już gotowy.   

ARTYKUŁY W GAZETACH o nas